wtorek, 7 maja 2013

Salta Cafayate Cachi

Salta przywitala nas 1 maja totalnie pozamykana. Pawel zgubil telefon argentynski i okulary, wiec zaczelo sie. Dzieki pomocy Moniki udalo nam sie spotkac Kasie i Piotrka i to byl bardzo dobry moment. Od tej chwili Pablito i Don Pedro oraz dwie Cataliny poznawali bezdroza Argentyny przemieszczajac sie cudownymi samochodami terenowymi i nazwie Gol. Najpierw ruszylismy przez Quebrada de las Conchas do Cafayate. Kolory i ksztalty tych skal, byli niesamowite. Tam znalexlismy fantastyczny hostel Huayra, gdzie bardzo sympatyczny host dobrze sie nami zaopiekowal. Pawel mial tam dwa kebaby )czyli psy), poza tym hamaki, patio i dobry klimat. Cafayate oceniamy bardzo wysoko, jedno z najbardziej urokliwych miasteczek w jakim mielismy okazje byc. Bardzo dobre wino i bardo dobre jedzenie.

O poranku ruszylismy na treking w pobliski kanion, gdzie miejscowy indianin przewodnik urzadzil nam kurs wspinaczki bez asekuracji i skakania przez rzeke. Przepiekne wodospady, kaktusy i dzikosc. dowiedzielismy sie ze indianie jedza pumy, ktore zblizaja sie do ich koz.

Popoludniu pojechalismy w strone Cachi. Droga dostarczyla nam niesamowitych wrazen, ale nasze dzielne terenowe auta dawaly rade. Po drodze zabralismy autostopowiczow, pana policjanta, pania mame i potem dwoje argentynczykow Ulissesa i Gabriele. Zobaczylismy tez rezerwat vikuni , takie cos jak lama.  W Cachi udalo nam sie znalesc mega fajne zakwaterowanie. Dzieki czemu po kolacji moglismy posiedzec na patio i poszukac Krzyza Poludnia na niebie w towarzystkie wina z okolicznych winnic.

Nastepnego dnia postanowilismy zwiedzic winnice, jednak nie udalo nam sie przeprawic przez rzeke, wiec zobaczylismy jedna kameralna rodzinna winnice, gdzie degustowalismy pysztne wino.

Po degustacji odkrylismy, ze zlapalismy gume i trzeba zmienic kolo. Pablito i Pedrito szybko sobie z tym poradzili i naprawilismy dziurawa opone u miejscowego fachowca. Samochod Kasi i Piotrka tez nie uszedl bez szwanku, bo w pewnym momencie wiart prawie wylamal drzwi od samochodu, ale na szczescie dalo sie jechac dalej.

Czekajac na naprawe opony, udalismy sie w poszukiwaniu jedzenia. Poszlismy do niepozornej restauracji, poleconej przez jedna z miejscowych. Zamowilismy mieso kozie i steka. To co zobaczylismy na talerzach przeszlo nasze najsmielsze oczekiwania. Koza byla soczysta, miekka mmmmnami i mozna bylo brac dokladki bez ograniczen ! Pawel nie mogl sie doczekac na swoj stek, najlepszy posilek urodzinowy jaki mogl sobie wymarzyc. Stek byl olbrzymi, gruby, polkrwisty, idelany. Jeszcze nigdy nie widzialam go tak szczesliwego.































































3 komentarze:

  1. Niektóre sceny jak z "Władcy Pierścieni" Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrawiamy Was serdecznie z Iguazu! Jak ładnie opisaliscie nasza wycieczkę! Buziaki Catalina y don Pedro

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia niesamowite , dzięki za telefon - miło było Cię usłyszeć. Zycze zdrowia i dalszych niezapomnianych wrazen z podróży. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń