Do Sucre dojechalism yw sobote w nocy. Cale miasto bylo jedna wielka impreza. Wszyscy ubrani bardzo elegancko i na kazdym rogu muzyka. Zajechalismy do poleconago na hostelu Kultur Berlin, ktory rzeczywiscie okazal sie byc jednym z najlepszych jakie widzielismy, jednak byla tam impreza techno, wiec wybralismy typo boliwijskie miejsce na sen. Sucre jest naprawde ladnym miastem, z oszalamiajaca architektura, bardzo odbiegajaca od tego co do tej poty widzielismy w Ameryce Poludniowej. Jest ma chyba z 19 kosciolow i to tego klasztory i konwenty.
Zabawna historia z dojazdem do Sucre nam sie przytrafila. Kiedy bylismy juz w drodze do Sucre, uswiadomilam sobie ze zapomnialam wziac ladowarki do mojego aparatu i baterii. Kiedy powiedzialam o tym kierowcy, to powiedzial ze no problema, cos wykombinuje. I tak sie zlozylo, ze zadzwonilam do hostelu razem z kierowca, powiedzialam ze wysle szofera, ktory odbierze ladowarke z hostelu w Potosi i przywiezie mi do Sucre, i nastepnego dnia rano moja ladowarka z bateria czekala na mnie w Syndykacie taksowkarmi przy dworcu :) koszt takiej uslogi to 20 peso, czyli 10 zl. Mozna? Mozna !
Z Sucre udalismy sie do Tarambuco. To mala miescowosc, gdzie co niedziele odbywa sie duzy targ, i przyjezdzaja ludzie z roznych wiosek na handel. Dzieki temu mozna zobaczyc stroje regionalne, ktore wygladaja identycznie jak np. na rzexbie na glownym placu, ktora upamietnia zdobycie niepodleglosci w 1826 czy jakos tak. Niesamowite.
Po powrocie do Sucre spacerowalismy zagladajac do kosciolow i wtedy pewna kobieta zadala nam dziwne pytanie. Powiedzial, ze widzi ze sie dobrze bawimy i moze zechcielibysmy jej pomoc napompowac materac bo ona nie ma sily. Bylo to na tyle dziwne, ze powiedzialam ze nie mamy czasu, ale Pawel jak to Pawel, powiedzial ze pomozemy. Tym sposobem weszlismy do duzego kolonialnego domu, z bogato zloconymi meblami i obszernym patio wewnatrz. Okazalo sie, ze to nie pulapka, ale Pani potrzebowala naszej pomocy, bo opiekowala sie duzo wiekszym od siebei Panem na wozku. Niestety brakowalo jednej czesci pompki i nie udalo nam sie napompowac, ale Pani byla bardzo wdzieczna ze pokazalismy o co chodzi.
W ogole Pawel juz w Salcie uratowal jaskolke z apteki :) i karmimy rozne kebaby :)
O 20:30 wyjechalismy z Sucre do Cochabamba.
Dzięki za relacje(długo na nie czekałam)są niesamowite,bardzo dużo się dzieje ale musicie jakoś to wszystko zapamiętać aby po powrocie jeszcze raz dokładnie opowiedzieć.Ściskam Was mocno i życzę SZCZĘŚCIA w tej szalonej podróży.
OdpowiedzUsuńBuziaki
Trzeba bbyło wężyk i płuckami Pawełku płuckami :)
OdpowiedzUsuń