piątek, 10 maja 2013

Cachi - Salta- Tupiza

Z Cachi po duzyyym obiedzie wyjechalismy przez park kaktusowy na wysokosc prawie 3500 gdzie wjechalismy w chmury. Nastepnie w tych chmurach zjezdzalismy do Salty mega serpentynami we mgle po nie asfaltowej drodze.. przezylismy :) W Salcie spozylismy ostatnie wino z Don Pedro i San Catalina i niestety musielismy sie rostac, ale nie na zawsze :)

Przez strajk panow kierowcow musielismy pojechac nieoficjalna taksowka do Jujuy i nastepnie autobusem na granice. Podroz zajela nam okolo 10 h i postanowilismy przenocowac w Quiaca, przygranicznej miejscowosci, polozonej na ponad 3400 m npm wiec bylo dosc zimno. Razem ze spotkanymi Urugwajczykami poszlismy do hostelu o wdziecznej nazwie Copacabana. Od frontu wygladal na nieczynny albo w budowie, ale po przejsciu przez cegly i betoniarki wylonilo sie piekne cerwone patio i bylo bardzo milo. Ogladalismy Argentynskie telenowele i ja faszerowalam sie aspiryna, bo roznice temperatur w dzien 15-20 stopni i w nocy 0, mnie troche oslabily. Rano ruszylismy przez granice pieszo, podziwiajac okoliczne  targowiska i panie w pieknych kapeluszach, spodnicach, welnianych rajstopach i dlugich warkoczach. Po przejsciu przez granice szybko zostalismy zwerbowani do jednego z busikow do Tupizy, zaznacze ze to nie my wybieralismy transport tylko oni walczyli o klienta. Nasz kierowca mogly wygrac swoim autem puchar najbardziej wystrojonego busa jakiego widzialam w zyciu :)
zdjec nie moge wrzucic bo internet wolno chodzi w tej kafejce, ale pokaze wam :D

2 komentarze:

  1. :) Foto, foto. Też chcęmy oglądać razem z WAMI :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) mam wrażenie że ojciec się ekscytuje równo mocno jak Wy ale nie ma się czemu dziwić pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń